chyba jestem wkurwiona. Nie wiem, o co chodzi, ale może to o to, że kolejny weekand spędzam w Łodzi. Kolejny piątek przesiedzę w domu. Dalej jestem w dupie z pracą licencjacką i kończą mi się pieniądze. Benzyna już się skończyła, a motywacja do czegokolwiek nigdy nie zaczęła. Mam za to bardzo dużo mnóstwo frustracji, znudzenia i niechęci. Najchętniej cały dzień oglądałabym seriale, albo robiła coś równie bezproduktywnego. Tak bardzo mi się nie chce.
wstałam dzisiaj wcześnie, o 8 byłam już w stajni, a przed 9 siedziałam na koniu. I miał to być taki ambitny dzień. Poza końmi, z planu na dziś, udało mi się jeszcze wejść pod prysznic. A nawet z pod niego wyjść.
mój pies siedzi w domu, kolejny tydzień, a ja sama w mieszkaniu. Udało mi się za to zabrać go nad wodę kilka dni temu. Bardzo przyjemnie spędziliśmy ten dzień.
dobrze, że świeci słońce. Dobrze, że książe gdzieś tam jest. Dobrze, że czasami jest też dla mnie. Mimo, że moje odchudzanie po raz kolejny poszło gdzieś i nie mogę go znaleźć. A pizza jest taka dobra. Alkohol jeszcze smaczniejszy, a w połączeniu smakują najlepiej. Nie pozostało mi nic innego, jak oddalić się w celu dalszego użalania się nad sobą i próbowania podjęcia prób nad pisaniem. Ech, ech.
mama zapytała mnie o samopoczucie. Kiedy odpowiedziałam jej, że jakiś trudny okres mam życiu, stwierdziła, że to się nazywa 'sesja egzaminacyjna'. Coś w tym jest, sesja czeka mnie bardzo delikatna w tym semestrze, ale za to braki w licencjacie i nadchodzące dedlajny to jest właśnie to, co zawsze mnie tak męczy. Dodatkowo, żeby nie było za lekko, musiałam się pochorować. Zawsze, kiedy już trzeba się spiąć i zmobilizować i pozamykać sprawy, ja muszę się pochorować... O dobitnym braku pieniędzy nawet nie chce mi się wspominać.
dobrze, że Amator, dla którego nie mogę ostatnio znaleźć czasu i sił, ma się dobrze i wygląda naprawdę pięknie. Żałuję, że nie weźmiemy udziału w sobotnich zawodach, ale widocznie to nie o to w tym wszystkim chodzi.
w moim mieszkaniu panuje już taki chaos, że nawet nie mam siły się zabrać za próbę ogarnięcia tego. Może jutro... może po weekandzie. Może nie wiem kiedy.
muszę iść do wanny, a na razie jedyne na co mam ochotę to utrata przytomności, albo chociaż sen. Ironia za ironią.
jest za to taka fajna rzecz na świecie, która ratuje mnie z większości opresji, a nawet, jeśli nie uratuje, to sprawia, że czuję się lepiej. Niee, nie, to nie miłość, bo ta raczej pakuje mnie w kłopoty, ale muzyka. Polecam kawałek podnoszący mnie na duchu ostatnimi dniami:
Hugh Laurie - Hallelujah I love her so :).