Kategorie

  • Brak kategorii

Archiwa

rzecz o (gównianej) codzienności.

przydałby mi się kuporadar, w trakcie roztopów, a szczególnie po ciemku, trudno radzić sobie z przeciwieństwami natury i psimi odchodami czyhającymi na skwerku. A jak się jest właścicielem tak niesfornego zwierzęcia, jakim jest pies, trudno również radzić sobie z brakiem kosza na śmieci, jednak jeden z moich wspaniałomyślnych sąsiadów znalazł sposób na radzenie sobie z taką niedogodnością – zbiera kupę swojego owczarka niemieckiego w foliową reklamówkę (w NASZYCH łódzkich kręgach zwaną ‚zrywką’) i rzuca tak spreparowany odchód w pobliskie krzaki. Jak wiadomo od zawsze, matce naturze łatwiej radzić sobie z plastikiem, niż psim klockiem. Ale za to but się nie wybrudzi, jak ktoś czasem w krzaka wejdzie i nadepnie, no, chyba że nadepnie tak niefortunnie, że zawartość się przemieści, wypłynie, albo – nie pozwól na to żadna siło! – wypryśnie i zrykoszetuje w twarz takiemu nieszczęśnikowi.
oczywiście, nie mogę powiedzieć, że wszyscy są źli i nie dbają o środowisko, czy tam komfort psychiczny spacerowiczów i krzako-zwiedzaczy. Są też tacy, co psa nie mają, ale jak już widzą kogoś w trakcie spacerowej sielanki z czworonogiem, to nie przepuszczą okazji, żeby się dopierdolić. Przecież to nic nie kosztuje, a ile radości. Tłumaczenie, że masz przy sobie worki i że sprzątasz po psie niczego nie zmienia – przecież kupy leżą. A Twój pies jest jedyny w tej okolicy, jeśli nie w Europie. Czy tam na świecie. Nikt oczywiście nie daje ci prawa dyskusji z takim lokalnym stróżem porządku, jesteś za nisko w osiedlowej hierarchii, żeby mieć prawo wyrażenia swojego zdania i obronienia się przed niesłusznym oskarżeniem. Oczywiście, żeby ktoś nie pomyślał, ja się nie czepiam. Ja pochwalam taką postawę i dumna jestem z naszych rodaków, że w ciemnościach potrafią przyjmować taką pasywno-agresywną postawę i okazywać wrogość wobec obcych. Mój pies też ma do tego prawo, z którego skrzętnie korzysta.
nowy administrator osiedla, na którym znajdują się moje królewskie apartamenty, pozostawił karteczkę wyprowadzaczom psiaków. Karteczka znajduje się z tyłu bloku, gdzie docierają prawdopodobnie tylko oni – wiadomo, na wyjściu z klatki żaden dzikus ze zwierzęciem na uwięzi czytać nie będzie. Karteczka głosi, że obowiązkiem każdego właściciela jest posprzątanie odchodów po jego psie (eureka!). Przy okazji, zamieszczono w niej APEL o wyprowadzanie psów poza teren ośki. Nosz kurwa mać, czy  ktoś jest w stanie mi wytłumaczyć, dlaczego ja, tak mała, wątła i bezbronna osoba z moim supersłodkim, fantastycznie usposobionym psem, mam szlajać się po nocach po Księżym Młynie i czekać na wpierdol, gwałt, kradzież, morderstwo i zbezczeszczenie moich zwłok? Czy czasem nie po to płacę jakiś popierdolony hajs za zamieszkiwanie strzeżonego osiedla w jednym z kartonowych, chujowych bloków? Bramę na osiedle zamkniemy ci o 20 – nie zatrudnimy drugiego ochroniarza do drugiej budy, bo wyczerpaliśmy już tych najbardziej bezczelnych, zwracających ci uwagę przy każdej możliwej okazji. Zapierdalaj poza płoty przed 20, a potem niech twój pies leje pod siebie, albo tobie do łóżka. Broń tylko, żeby czasem nie zsikał się na 15 centymetrowy pasek żwiru za blokiem, na wysokości okna podziemnego garażu. Aha, no i żeby nie było wątpliwości – dwa kosze na psie odchody znajdujące się na terenie osiedla, to tylko atrapa, tak naprawdę służą do wyrzucania petów i butelek po piwie (jak wszystkie tego typu kosze, w parkach cieszą się największą popularnością).
w kwestii pozbywania się worków z kupami i koszów, jeszcze jedna rzecz. Znajdź człowieku w okolicy mojego tymczasowego zamieszkania kosz na śmieci. Owszem, owszem, jest jeden przy zamykanej o 20 bramie. Czasem nawet mam wrażenie, że raz na trzy do czterech tygodni ktoś go opróżnia. Wrzuć do niego kupę, kiedy ktoś patrzy. Lincz wzrokowy gwarantowany. (W ogóle, kiedy ktoś patrzy na ciebie podczas, gdy ty dziarsko zbierasz to, co twój pies z ogromną radością zostawił przed chwilą na trawniku, masz wrażenie, że za chwilę podejdzie i zada ci pytanie brzmiące mniej więcej: po co zbierasz kupy swojego psa? trzymasz je w klaserze, czy może robisz badania?). Oczywiście, to nie jest jedyny taki przypadek. Jest jedna trasa, którą czasem obieram wybierając się na spacer do ‚parku z kaczkami’. Mój pies najczęściej załatwia się krótko po wyjściu z domu, jeśli zrobi to dalej niż 300 metrów od osiedla, jestem skazana maszerować z kupą w ręce jakieś 20 minut. Po drodze nie ma żadnego kosza, ani jednego. Ani takiego na kupy, ani żadnego innego. Ale jak cię funkcjonariusz miły bez worka na spacerze przyłapie, bo właśnie wykorzystałeś ostatni, to jeszcze mandat wpierdoli, bo przecież ‚pies na spacerze załatwia się dwa razy’ (że aż sobie pozwolę przytoczyć te sytuację).
jak ja mam się nie denerwować, jak pies ma nie determinować mojego życia, skoro ono w całości składa się ze zwierzęcej kupy. Na każdym kroku coś. I zawsze to ty jesteś zły, bo masz psa. Sobie kupię kiedyś jakiegoś warana i jego będę wyprowadzać, albo cokolwiek innego, co będzie budziło trwogę. Nie wiem, może znajdę faceta o twarzy seryjnego mordercy i gwałciciela, albo potnę sobie twarz, żeby odwracała uwagę od drugiego końca smyczy. Tym oto optymistycznym akcentem kończę wiosenny wywód na temat psiej kupy pod waszymi butami, i choć mogłoby się wydawać, wcale dziś w żadną nie weszłam.

przydałby mi się kuporadar, w trakcie roztopów, a szczególnie po ciemku, trudno radzić sobie z przeciwieństwami natury i psimi odchodami czyhającymi na skwerku. A jak się jest właścicielem tak niesfornego zwierzęcia, jakim jest pies, trudno również radzić sobie z brakiem kosza na śmieci, jednak jeden z moich wspaniałomyślnych sąsiadów znalazł sposób na sprostanie takiej niedogodności – zbiera kupę swojego owczarka niemieckiego w foliową reklamówkę (w NASZYCH łódzkich kręgach zwaną ‚zrywką’) i rzuca tak spreparowany odchód w pobliskie krzaki. Jak wiadomo od zawsze, matce naturze łatwiej radzić sobie z plastikiem, niż psim klockiem. Ale za to but się nie wybrudzi, jak ktoś czasem w krzaka wejdzie i nadepnie, no, chyba że nadepnie tak niefortunnie, że zawartość się przemieści, wypłynie, albo – nie pozwól na to żadna siło! – wypryśnie i zrykoszetuje w twarz takiemu nieszczęśnikowi.

 
oczywiście, nie mogę powiedzieć, że wszyscy są źli i nie dbają o środowisko, czy tam komfort psychiczny spacerowiczów i krzako-zwiedzaczy. Są też tacy, co psa nie mają, ale jak już widzą kogoś w trakcie spacerowej sielanki z czworonogiem, to nie przepuszczą okazji, żeby się dopierdolić. Przecież to nic nie kosztuje, a ile radości. Tłumaczenie, że masz przy sobie worki i że sprzątasz po psie niczego nie zmienia – przecież kupy leżą. A Twój pies jest jedyny w tej okolicy, jeśli nie w Europie. Czy tam na świecie. Nikt oczywiście nie daje ci prawa dyskusji z takim lokalnym stróżem porządku, jesteś za nisko w osiedlowej hierarchii, żeby mieć prawo wyrażenia swojego zdania i obronienia się przed niesłusznym oskarżeniem. Oczywiście, żeby ktoś nie pomyślał, ja się nie czepiam. Ja pochwalam taką postawę i dumna jestem z naszych rodaków, że w ciemnościach potrafią przyjmować taką pasywno-agresywną postawę i okazywać wrogość wobec obcych. Mój pies też ma do tego prawo, z którego skrzętnie korzysta.

 
nowy administrator osiedla, na którym znajdują się moje królewskie apartamenty, pozostawił karteczkę wyprowadzaczom psiaków. Karteczka znajduje się z tyłu bloku, gdzie docierają prawdopodobnie tylko oni – wiadomo, na wyjściu z klatki żaden dzikus ze zwierzęciem na uwięzi czytać nie będzie. Karteczka głosi, że obowiązkiem każdego właściciela jest posprzątanie odchodów po jego psie (eureka!). Przy okazji, zamieszczono w niej APEL o wyprowadzanie psów poza teren ośki. Nosz kurwa mać, czy  ktoś jest w stanie mi wytłumaczyć, dlaczego ja, tak mała, wątła i bezbronna osoba z moim supersłodkim, fantastycznie usposobionym psem, mam szlajać się po nocach po Księżym Młynie i czekać na wpierdol, gwałt, kradzież, morderstwo i zbezczeszczenie moich zwłok? Czy czasem nie po to płacę jakiś popierdolony hajs za zamieszkiwanie strzeżonego osiedla w jednym z kartonowych, chujowych bloków, żebym mogła spacerować po strzeżonym osiedlu wieczorami? Bramę na osiedle zamkniemy ci o 20 – nie zatrudnimy drugiego ochroniarza do drugiej budy, bo wyczerpaliśmy już tych najbardziej bezczelnych, zwracających ci uwagę przy każdej możliwej okazji. Zapierdalaj poza płoty przed 20, a potem niech twój pies leje pod siebie, albo tobie do łóżka. Broń tylko, żeby czasem nie zsikał się na 15 centymetrowy pasek żwiru za blokiem, na wysokości okna podziemnego garażu. Aha, no i żeby nie było wątpliwości – dwa kosze na psie odchody znajdujące się na terenie osiedla, to tylko atrapa, tak naprawdę służą do wyrzucania petów i butelek po piwie (jak wszystkie tego typu kosze, w parkach cieszą się największą popularnością).

 
w kwestii pozbywania się worków z kupami i koszów, jeszcze jedna rzecz. Znajdź człowieku w okolicy mojego tymczasowego zamieszkania kosz na śmieci. Owszem, owszem, jest jeden przy zamykanej o 20 bramie. Czasem nawet mam wrażenie, że raz na trzy do czterech tygodni ktoś go opróżnia. Wrzuć do niego kupę, kiedy ktoś patrzy. Lincz wzrokowy gwarantowany. (W ogóle, kiedy ktoś patrzy na ciebie podczas, gdy ty dziarsko zbierasz to, co twój pies z ogromną radością zostawił przed chwilą na trawniku, masz wrażenie, że za chwilę podejdzie i zada ci pytanie brzmiące mniej więcej: po co zbierasz kupy swojego psa? trzymasz je w klaserze, czy może robisz badania?). Oczywiście, to nie jest jedyny taki przypadek. Jest jedna trasa, którą czasem obieram wybierając się na spacer do ‚parku z kaczkami’. Mój pies najczęściej załatwia się krótko po wyjściu z domu, jeśli zrobi to dalej niż 300 metrów od osiedla, jestem skazana maszerować z kupą w ręce jakieś 20 minut. Po drodze nie ma żadnego kosza, ani jednego. Ani takiego na kupy, ani żadnego innego. Ale jak cię funkcjonariusz miły bez worka na spacerze przyłapie, bo właśnie wykorzystałeś ostatni, to jeszcze mandat wpierdoli, bo przecież ‚pies na spacerze załatwia się dwa razy’ (że aż sobie pozwolę przytoczyć tę fantastyczną tezę wysnutą przez pana strażnika miejskiego w pewnej sytuacji. Co prawda nie dotyczyła ona mojego psa, mój pewnie załatwiłby się i czwarty z wrażenia, ale psa znajomych).

 
jak ja mam się nie denerwować, jak pies ma nie determinować mojego życia, skoro wszystkie moje frustracje znajdują odwzorowanie w zwierzęcej kupie. Na każdym kroku coś (i to dosłownie). I zawsze to ty jesteś zły, bo masz psa. Sobie kupię kiedyś jakiegoś warana i jego będę wyprowadzać, albo cokolwiek innego, co będzie budziło trwogę. Nie wiem, może znajdę faceta o twarzy seryjnego mordercy i gwałciciela, albo potnę sobie twarz, żeby odwracała uwagę od drugiego końca smyczy. Tym oto optymistycznym akcentem kończę wiosenny wywód na temat psiej kupy pod waszymi butami, i choć mogłoby się wydawać, wcale dziś w żadną nie weszłam. (Ciekawe, że potrafię napisać od ręki elaborat o naturalnych minach lądowych, a wymyślić chociaż tematu pracy magisterskiej, to już nie).

 

w ramach godnego podsumowania moich dzisiejszych rozważań, serwuję zdjęcie z serii ‚Mała na dobranoc’.

(niech nikt nie da się zwieść podpisem, kwejk wcale nie chciał oglądać zdjęcia mojego psa na głównej)

1 komentarz do rzecz o (gównianej) codzienności.

  • Byłam kiedyś u koleżanki niedaleko Gniezna i wyszłyśmy na spacer z jej jamnikiem i, jak tylko zrobił kupkę,to Lucyna hyc za torebeczkę foliową i do śmietnika :)
    Mi się wydaje, że osoby, które nie mają czworonoga nigdy nie zrozumieją pewnych zasad i zawsze znajdą okazję, by się doczepić do właścicieli czworonogów. No wszystkim nie da się dogodzić. Ze zrozumieniem też coraz ciężej..

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>