Kategorie

  • Brak kategorii

Archiwa

powroty.

wróciłam. Wakacje były dla mnie także wakacjami od internetu. Nie, że mam jakieś takie zajawki, że sobie postanawiam, że przez najbliższe 3 miesiące odetnę się od świata i udowodnię ludziom, że można i że warto. Nie można i nie warto. Po prostu w domu mym rodzinnym, mimo panującego już jakiś czas wieku XXI, nie ma dostępu do szerokopasmowego internetu. Powiem więcej. Jest jakaś internetowa nisza, w której żadne internety nie chcą działaś na żadnym urządzeniu, na żadnych telefonach, ajpadach, na niczym. Jako prawdziwe, z krwi i kości, dziecię internetu, każdorazowo przeżywam tę rozłąkę bardzo dotkliwie i boleśnie i zawsze obiecuję sobie, że tak już dłużej być nie może, że to ostatni raz i że pójdę do tej internetowni i wszystkich jej pracowników pozabijam z zimną krwią. Co oczywiste, tak nigdy się nie dzieje, po pierwsze dlatego, że jestem zbyt leniwa, żeby ruszyć leniwe dupsko sprzed telewizora, po drugie dlatego, że zawsze na te trzy miesiące zabieram ze sobą zapas internetu w postaci zaległych seriali, a po trzecie dlatego, że jestem miękką fają i nigdy nie umiem sobie sama niczego załatwić, a już na pewno nie umiałabym awanturować się z tymi wałami, z którymi od dłuższego czasu awanturować się próbuje moja szanowna rodzicielka. Dobrze, że mam mentalne wsparcie ze strony szerokiego pakietu telewizyjnego.

te wakacje były mało wakacyjne. Po raz kolejny na własnej skórze przekonałam się, że remonty to przedsionek piekła i że tak naprawdę remont nie kończy się nigdy. Zostawia nieuleczalną skazę na Twojej duszy i umyśle, zmienia Cię na zawsze, bezpowrotnie. Remont oczywiście jeszcze się nie skończył, nawet fizycznie, ale mi udało się uciec. Po co tam siedzieć, skoro w moim niedawno remontowanym pokoju od prawie dwóch miesięcy nie ma podłogi.

jeśli nie macie pomysłu jak efektownie zakończyć wakacje i zacząć ostatni rok akademicki, proponuję porządnie się rozchorować. Po raz kolejny przekonałam się, że przy 39-cio stopniowej temperaturze ciała, boli cię już wszystko. Nawet włosy i paznokcie. Oczywiście chorować warto najbardziej wtedy, kiedy czeka Cię wytężona praca umysłowa, która nie może czekać. Moja poczekała. Teraz jestem już oficjalnie w totalnej dupie i chce mi się płakać.

oto ja. Niezadowolona i wiecznie marudząca. Chora i zła. Wróciłam. :)

3c komentarze/y do powroty.

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>