Kategorie

  • Brak kategorii

Archiwa

dwa tysiące (rzeczy złych).

myślenie o rzeczach złych przychodzi nam w zasadzie nie tylko łatwo, ale także chętnie. Wszystko zależy oczywiście od kategorii człowieka, bo człowiek może być taki, co zamartwia się dużo, bo tak ma i inaczej nie umie (ja jestem takim człowiekiem), zamartwia się dużo, choć tego nie lubi (to też ja), zamartwia się dużo, ale o tym nie mówi ze względu na negatywne reakcje społeczeństwa, żal zatrzymuje dla siebie, boli go żołądek i jest mu permanentnie przykro (jestem na ostatniej prostej, taki trochę smutniejszy i mniej efektywny proces, niż zobojętnianie). Podobno są też tacy ludzie, którzy martwią się mało albo wcale, chwytają dni, chwile i inne jednostki czasowe, mają wyjebane i jest im za to dane i w ogóle w życiu jest tylko dobrze albo bardzo dobrze. Mówię ‚podobno’, bo ja jakoś nie wierzę, że się tak da. Jeśli się ta, to w ogóle super fajnie, ja też tak chcę, mogę zapłacić (mogłabym, gdybym miała pinonżki) i chcę spróbować i też chcę tak umieć. Pieniążki, które mam obecnie, przeznaczam na szyszki chmielowe i inne kocimiętki zamknięte w pięknych, mieniących się kolorami tabletkach dostępnych w aptece pod tajnym hasłem ‚ziołowe tabletki na uspokojenie’. Nie żebym się czuła jakoś znacznie lepiej po nich, ale na pewno nie jest mi gorzej, a i czasem żal jakby trochę mniejszy. Denerwuję się na siebie, że jestem jaka jestem. Chciałabym to zmienić, ale nie umiem. Wkurza mnie czasami mój pesymizm i ta wieczna niewiara. No ale co ja poradzę, że tak maluje się przede mną świat? I inaczej trudno mi na niego patrzeć? Oczywiście, zdarzają mi się super fajne dni, jest spoko i ciepło i w ogóle się cieszę i sobie śpiewam Majkę Jeżowską przy myciu naczyń, ale tak się nie da na okrągło. Nie wiem z resztą, czy gdybym miała to na okrągło, to czy by mi czasem nie spowszedniało. Jak tu się cieszyć z wyśmienitego humoru, kiedy ma się go na co dzień? I zawsze fajnie i zawsze wesoło i tego. Czym byłoby życie bez dramatów, dramacików, psychodram i drobnych wkurwików? Dlaczego frustruję się świadomością, że taka jestem, co mnie frustruje, co w zasadzie przeradza się w prawdziwe, działające perpetuum mobile frustracji?

Myślę sobie, że z tymi złymi rzeczami to jest też tak śmiesznie. Bo albo myślimy sobie o nich, że one nas w ogóle nie dotyczą, że my nigdy nie umrzemy, nigdy nie zachorujemy na raka, nie stracimy nogi w wypadku samochodowym. To się przytrafia tylko innym ludziom, ale nam nie, no bo z jakiego to niby znowu powodu? Tragedie się dzieją, jesteśmy tego świadomi, ale trzymamy sobie te myśli gdzieś na polance abstrakcji, na wypadek gdyby zerwały się z łańcuchów i chciały nam rano w lustrze powiedzieć ‚dzień dobry’. Nasze auta są nie do zajechania, najlepsze na świecie przy okazji, nikt nie robi lepszej od naszej mistrzowskiej jajecznicy (sałaty/omleta/kawy/porannej kupy), nasze rodziny i zwierzaki są okazami zdrowia, a przy okazji są nieśmiertelne. Leci muzyka, nikogo nie dotyka, nic nie dotyczy nas w sposób bezpośredni, bo wszystko to dzieje się gdzieś. Problem rodzi się w momencie, w którym okazuje się, że gdzieś jest na naszym zaniedbanym podwórku. Do jakich wniosków dochodzimy wówczas? Że wszystkie kary na nas idą, że wszystko co złe, przytrafia się tylko nam, że zawsze było źle, a teraz jest gorzej, a w ogóle, to gorzej już być nie może (i nazajutrz znów jest bardziej gorzej). Plus jeszcze na to wszystko okazuje się, że gdyby mało było tego, że jakaś cholerna egipska plaga spadła właśnie na nas, na nasze biedne, malutkie, niczemu niewinne duszyczki, to jeszcze sąsiad spod 10 ma lepiej i Jezus kocha go bardziej.

I jak tu się nie martwić? Wolę chyba martwić się na zapas, niż jednak ciągle rozczarowywać i zaczynać martwić się później i mocniej. Przykro mi, że nie umiem przekuć moich zmartwień w coś konstruktywnego. Ale jeszcze mi przykrzej, kiedy się okazuje, że się wszystkim wydaje, że przesadzam, że przeginam, że nie mam racji i że jestem pojebana, bo się martwię niepotrzebnie i sobie wyobrażam jakieś chore obrazki wyciągnięte z abstrakcyjnego gdzieś. A ja tymczasem jestem PRZERAŻONA. I nikt nie chce mi pomóc. Smutna refleksja, jak na taki ładny wieczór.

1 komentarz do dwa tysiące (rzeczy złych).

  • ~olciak

    Dawno nie czytałam tak prawdziwej notki… Podpisuję się wszystkim, czym mogę pod każdym słowem!
    Należę raczej do grupy: „Udawaj, że jest zajebiście, bo nie ma miejsca na słabości”, ale wewnątrz martwię się ciągle. Nawet to, że jutro spadnie deszcz i nie będę mogła iść z koniem na godzinę na trawę, staje się czasem w mojej głowie mega tragedią.
    Lubię Cię, taką właśnie zamartwiającą się. Bo jesteś prawdziwa!

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>