Kategorie

  • Brak kategorii

Archiwa

oczywistości.

zrozumiałam dziś, że odpuszczam tylko w przedbiegach.

i o tym będzie dalej.

tyle ciągle się zmienia.

koncert życzeń.

demony przeszłości, upraszam was o rozejście się i zostawienie moich myśli w spokoju. Mam was dosyć, sen który męczy, na dłuższą metę staje się męczący.

bardzo, bardzo potrzebuję spokoju, wytchnienia i chwili nicnierobienia bez poczucia straconego czasu. Szykują się zmiany, godziny płyną szybko, dni jeszcze szybciej. Niech już będzie po wszystkim i niech się cała reszta jakoś sama poukłada.

deszcz pada, a mnie raz zimno, raz gorąco. Zaczekam na słońce i stabilizację.

jeden z nich.

dzisiaj był jeden z tych dni. Muzyka, mgły i zachodzące słońce pozwoliły mi przemyśleć rzeczy bieżące i zaprzeszłe. Pozwoliły mi zrozumieć, że są takie zdjęcia. Zdjęcia, których nie ma i nigdy ich nie będzie. Że tęsknię za wspomnieniami. Wspomnieniami, których nie mam i nigdy już nie będę miała. Za wiele rzeczy zmienia się na co dzień, za dużo się dzieje. I dopiero po jakimś czasie udaje nam się zauważyć, jak wiele cudowności ominęło nas bezpowrotnie. Że nie ma już tych istot, nie ma już tych wspólnych marzeń, Pozostają po nich tylko nieskończone zdania, niespełnione marzenia, nieopowiedziane żarty. Melancholia może spróbować cię leczyć z nieuleczalnego. Jeśli już dotkniesz dna, nie odbijesz się od niego. Melancholia będzie od tej pory Twoim władcą. Ty pokornie będziesz mówił, ona będzie mówiła jeszcze płynnej. Być może kiedyś okaże się, że zwyczajnie byliście sobie pisani.

Może znajdziecie dla mnie te zdjęcia? Tych kilka nigdy nie zrobionych zdjęć. Może chociaż skrawki tych wspomnień, tak żeby przypominały chociaż te, które ja tak bardzo chciałabym mieć.

Może dostanę, tak po starej znajomości,… jakiś promień nadziei? Proszę? Kiedyś się przecież prawie lubiłyśmy.

dziś tylko śmierć. śmierć, ale też cisza. i spokój. i to wszystko wrzucone do tego wora zwanego melancholią.

proszę tylko o jedno. zanim wyrzucicie wór zwany melancholią do śmieci, sprawdźcie proszę, czy mnie w nim nie ma. Mojej mamie byłoby przykro, gdyby dowiedziała się, że wylądowałam w śmieciach. Jak śmierć, cisza i spokój.

czasczasczas.

czas mija tak szybko, że w ogóle nie zwracamy na to uwagi. Jesteśmy zbyt zajęci marnotrawieniem go, albo czekaniem. Czekaniem na odmianę, na spełnienie marzeń, na coś, co sprawi, że może przestaniemy narzekać. Że stanie się coś, czego byśmy sobie życzyli, że ten dzień się już skończy, na serial o osiemnastej. Ciągle coś planujemy i ciągle to odkładamy, bo przecież przyjdzie na to lepszy, może bardziej odpowiedni czas. A on nie przychodzi, bo tak naprawdę nigdy nie przestał być odpowiedni.

może to jest moment, na który czekałam. Może po prostu trzeba wziąć się w garść i najzwyczajniej zacząć. Odważyłam się pomyśleć, że w chwili obecnej mam wszystko. Wszystko, czego pragnęłam i o czym marzyłam. Po prostu zajęta narzekaniem i czekaniem jakoś tego nie dostrzegłam. Jak mogę wymagać od rzeczywistości, żeby była dla mnie bardziej uprzejma, skoro mam już wszystko? Inna sprawa, że kiedy ma się wszystko, bardzo wiele można stracić. Ale zamiast marnować czas na ostrożność, trzeba z tego korzystać. To może się już nie powtórzyć. Wiem, że zawsze może być gorzej (mantra), ale przecież… może być jeszcze lepiej, prawda?

cieszę się, że jesteście. first day of the rest of my life. :)

 

edit: nigdy nie pomyślałabym, że nadmiar szczęścia może wprowadzić w nostalgiczny nastrój.

tyle ciepła, dobra i spokoju jest w moim życiu ostatnio, że aż trudno mi w to uwierzyć. Wygląda na to, że przyszło lepsze. Lepsze, na które czekałam ostatnie cztery lata. Doczekałam się :).

poza tym, spadł w końcu śnieg. Na dworze jest zimno, a moje ręce są czerwone i popękane. Za to wieczory takie piękne! Aż chce się wyjść na spacer, na który i tak nie pójdę, bo za zimno. Ale palenie papierosów na balkonie zyskuje za to nowy smak.

czasem pochmurne niebo wkłuje mi patyk między łopatki i każe myśleć o jakiś smutnych rzeczach albo porozpamiętywać trochę przeszłość i na chwilę boli mnie żołądek. Tak było dziś rano. Ale w ogóle się tym nie przejmuję. Udało mi się ruszyć z miejsca i pójść do przodu i tego spróbuję się trzymać tak długo, na ile pozwolą moje przemarznięte ręce.

od jakiegoś czasu przekonuję się, że warto inwestować, warto się poświęcać, warto czasem się naddawać. Jeśli karma ma akurat lepszy dzień, naprawdę nam to zwraca. Rzeczywiście, bardzo wiele zależy od determinacji i wytrwałego dążenia do celu. Może faktycznie chcieć, to znaczy móc.

jestem zakochana i szczęśliwa i dobrze zaczęłam ten rok. Oby tak dalej :).